Wtorek, 22.08.2017, imieniny: Cezarego, Marii, Zygfryda

Kto nas tak ośmieszył?

  • 13.07.2017, 17:28 (aktualizacja 13.07.2017 17:49)
  • Grażyna Haska
Kto nas tak ośmieszył?
Do gry w piłkę potrzebne są dwie bramki, a do gry w „zarządzanie miastem” chłodnej głowy. Zadziwiająca historia znikającej bramki piłkarskiej pokazuje prawdę o naszym mieście - strach pomyśleć ile takich kuriozalnych decyzji zapadło w dużo poważniejszych sprawach.

Ta dotyczy wyciętej bramki na osiedlowym boisku przy ul. Jodłowej jako reakcja wiceprezydenta Bernarda Pastuszki na interwencje trzyosobowej rodziny, która od maja ub. roku mieszka w szeregowcu oddalonym kilkanaście metrów od boiska. Tym samym istniejące od kilkunastu lat boisko przestało spełniać swoją funkcję Wycięta bramka wywołała burzę na portalu www.mysnet.pl i facebooku na niespotykaną dotąd skalę.

 

Decyzję Pastuszki w miniony piątek zdecydowanie potępił prezydent Edward Lasok i obiecał natychmiast, jak tylko gmina kupi bramkę, zamontować ją na dawnym miejscu. O źródle pokrycia kosztów zdecyduje później, choć do wydatków zamierza dołożyć się rada dzielnicy Janów. Na propozycję uczestniczenia w nich rodziny, ta nie złożyła w tym względzie oczekiwanej deklaracji.

 

Skąd sprawa?

 

Domownikom szeregowca przeszkadza: hałas grających tam dzieci i młodzieży, głośno rzucane przez nich wulgaryzmy, śmiecenie i picie alkoholu, dewastacja ogródka i elewacji budynku, a najbardziej wpadająca piłka do ich ogródka. Domownicy feralnego ogródka twierdzą, że interwencje składane są w imię bezpieczeństwa ich samych, ich małego dziecka, a także grających w piłkę dzieci, którym przechodząc przez płot ich posesji, po wpadającą tam piłkę, grozi niebezpieczeństwo. Generalnie chodzi o bezpieczeństwo zdrowia i życia tych ludzi.

 

Złożonych pism do urzędu miasta od ub. roku naliczyliśmy pięć. Dwa w 2016 r. i trzy w 2017 r. Jedno w marcu i aż trzy pod koniec czerwca. Siłę interwencji rodziny wzmocnił też radny Wójtowicz, który 28 czerwca złożył interpelację w sprawie niebezpiecznego boiska. Dwa dni wcześniej na posesję dwa razy wzywana była policja i raz straż miejska. Domownicy złożyli też na policji skargę na stosowanie wobec nich gróźb karalnych. Tymczasem niebezpieczny przypadek z dzieckiem przechodzącym przez płot zdarzył się raz w 2016 r. z interwencją medyczną w tle. Tyle kalendarz zdarzeń.

 

Na skutek tych interwencji urzędnicy wymieniali siatkę zgodnie z życzeniem domowników, ale to nie zadowoliło skarżącej się rodziny. W kolejnych pismach zażądali oni ograniczenia gry na boisku do kilku wskazanych godzin dziennie i podniesienia siatki do podwójnej wysokości. Ponadto do czasu wykonania wnioskowanych zabezpieczeń wnieśli o wyłączenie feralnej bramki z gry. To żądanie wpłynęło właśnie w ostatniej interwencji w czerwcu.

 

Wzajemne złośliwości?

 

Podczas wyjaśniania sprawy przez CT, okazało się, że starsza młodzież korzystająca z boiska, za ulubioną do strzelania bramek, wybrała sobie tą bliższą domu i nie chce przenieść się do gry na tą, z drugiej strony boiska. - Bo łatwiej im przyjść po piłkę na nasz ogródek niż szukać jej w krzakach, wyjaśniła nam sprawę pani zagrożonego domu.

 

Tymczasem podczas rozmów z właścicielami domu, tak na specjalnie zwołanym we wtorek spotkaniu w radzie dzielnicy, jak i w środę rano u prezydenta Edwarda Lasoka, okazało się, że składane interwencje, to raczej skutek konfliktu do jakiego doszło pomiędzy tą rodziną i starszą młodzieżą korzystającą z boiska, niż niedostatecznych zabezpieczeń sportowego placu.

 

Będący bowiem na spotkaniach radni poinformowali interweniujących, że są dowody wskazujące na prowokacje jakich dopuszczali się oni wobec grającej młodzieży.

 

W tej sytuacji wydaje się, że wprowadzenie zabezpieczeń nie zagwarantuje zapewnienia bezpieczeństwa żadnej ze stron. - Musicie państwo usiąść do stołu wspólnie z młodzieżą i spróbować dojść do porozumienia – zachęcała interweniujące małżeństwo naczelnik Iwona Nowak.

 

Działania związane z przywróceniem bramki na miejsce już trwają. Myślę jednak, że te kilka-kilkanaście tysięcy złotych wydanych na ten cel, będzie tak naprawdę rachunkiem nie za bramkę, ale za zawziętość jednego właściciela nieruchomości i nadgorliwości wiceprezydenta.

 

Więcej szczegółów w tygodniku „Co Tydzień” dostępnym od czwartku w kioskach.

Grażyna Haska
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (4)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

jan nowak
jan nowak 14.07.2017, 22:42
a co jest z bramką którą wycięli , może jest u v-ce prezydenta ?
Mysłowice słynne z dziadostwa BRAWO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
cmok
cmok 14.07.2017, 12:16
"Musicie państwo usiąść do stołu wspólnie z młodzieżą i spróbować dojść do porozumienia – zachęcała interweniujące małżeństwo naczelnik Iwona Nowak" - stare hasło na wszystkie problemy w mieście, które są spowodowane niekompetencją, kolesiostwem i brakiem przestrzegania prawa przez urzędników miejskiego ratusza. Oni doprowadzają do takich sytuacji, a mieszkańcy niech się martwią - Ż E N A D A
pesymista
pesymista 13.07.2017, 22:44
To my zwrócimy, bo przecież nie ma co liczyć że któryś z wysokich urzędników. Żenada. Pełna zgoda
J.
J. 13.07.2017, 18:56
Sprawa to efekt totalnego, bezmyślnego działania. I znowu Edward Lasok, niczym batman próbuje nie szczędząc środków publicznych, angażując wielu wysokoopłacanych urzędników rozwiązać problem który ludzie za których wziął pełną odpowiedzialność narobili.

Ktoś w końcu wydał pozwolenie na nowe domki przy istniejącym obiekcie na który gmina wydała dużą kasę. Ktoś za to dopowie? Bezmyślność wydających decyzję doprowadziła do konfliktu którego być nie powinno!

Niech ktoś policzy zmarnowane dniówki (naczelnik, prezydent to ponad 10 tys /m-c czyli 500 dniówka), pracownicy co wycieli bramkę i nową zamontują - kto to zwróci??

Pozostałe