Sobota, 16.12.2017, imieniny: Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Jak umierać, to w godzinach pracy przychodni

Jak umierać, to w godzinach pracy przychodni Pixabay
Rodzina zmarłej w domu osoby przez kilka godzin próbowała ustalić który lekarz powinien przyjechać, aby stwierdzić zgon i wystawić kartę zgonu. Był wieczór i przychodnia, do której należała zmarła osoba była już nieczynna, a kolejne instytucje odsyłały rodzinę z miejsca na miejsce.

- Proszę więc wyobrazić sobie sytuację: dotyka Was śmierć bliskiej osoby, która odchodzi kończąc walkę z chorobą i bólem. Zamiast wyciszenia i zadumy jesteście skazani na walkę z niedociągnięciami systemu i walkę o godne i należyte traktowanie zarówno osoby zmarłej jak i najbliższej rodziny pogrążonej w smutku i żałobie. Okazuje się, że nikt nie jest w stanie Państwu pomóc - a właściwie wypisać zaświadczenia o zgonie, którego posiadanie jest konieczne do podjęcia dalszych czynności związanych z przekazaniem zwłok do zakładu pogrzebowego... Potraficie wyobrazić sobie bezradność wobec zaistniałe sytuacji? - tak opisuje swoje przeżycia z 23 listopada osoba z rodziny, która kontaktowała się z kolejnymi instytucjami.

Zgon miał miejsce po godz. 18.00 w domu, kiedy przychodnia, do której należał zmarły pacjent była już zamknięta. Rodzina najpierw szukała pomocy pod numerem alarmowym 112. - Gdzie otrzymujemy informację, że pogotowie nie ma możliwości stwierdzenia zgonu, ponieważ jest obsługiwane nie przez lekarza, a jedynie przez ratowników medycznych, którzy nie mają kompetencji stwierdzania zgonu – relacjonuje rodzina.

Dalej był NFZ, potem Centrum Zarządzania Kryzysowego w Mysłowicach, które odesłało bliskich do Mysłowickiego Centrum Zdrowia, w którym funkcjonuje poradnia nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Tam, opowiada rodzina, usłyszeli, że powinni zaczekać do rana na lekarza rodzinnego lub skontaktować się z nim telefonicznie. - Tutaj należy zaznaczyć, że nie posiadamy prywatnego numeru telefonu do lekarza rodzinnego, który jest zresztą po godzinach pracy i nie ma obowiązku być w stanie gotowości do wyjazdów.

W nocnej poradni rodzina także spotkała się z odmową. Jak wyjaśnia zastępca dyrektor ds. lecznictwa Mysłowickiego Centrum Zdrowia Urszula Urbanowicz, nie ma podstaw prawnych do tego, aby lekarz pełniący dyżur w poradni nocnej i świątecznej opieki medycznej wyjeżdżał do stwierdzenia zgonu. Lekarz ani nie ma takiego obowiązku, ani nie może opuścić przychodni, do której w każdej chwili może zgłosić się pacjent pilnie potrzebujący pomocy.

Po 3,5 godzinach od pierwszego telefonu, kolejnych rozmowach z Centrum Zarządzania Kryzysowego w Mysłowicach i Katowicach, rozmowie z naczelnik Wydziału Zdrowia mysłowickiego magistratu, rodzinie udało się zdobyć prywatny numer do lekarza rodzinnego, który zgodził się przyjechać, aby stwierdzić zgon.

- Kto ponosi odpowiedzialność za ten skandal? Jak to możliwe, że w XXI wieku w cywilizowanym świecie, gdzie ludzie umierają każdego dnia może dojść do tak bulwersującej sytuacji? Wniosek nasuwa się jeden: jak umierać to między 9 a 15 - w godzinach pracy lekarza rodzinnego – podsumowuje rozgoryczona rodzina.

 

Co mówią przepisy?

Przepisy, które regulują kwestie stwierdzenia zgonu pochodzą sprzed ponad 50 lat. W rozporządzeniu ministra zdrowia i opieki społecznej z 1961 roku mowa jest, iż wystawienie karty zgonu jest obowiązkiem lekarza, który ostatni w okresie 30 dni przed dniem zgonu leczył chorego (nie dotyczy to sytuacji, w których zachodzi podejrzenie, że osoba zmarła w wyniku przestępstwa). W przypadku, gdy nie ma takiego lekarza, lub mieszka w odległości większej niż 4 kilometry od miejsca, w którym znajdują się zwłoki, bądź też lekarz nie może dokonać oględzin zwłok w czasie do 12 godzin od wezwania, kartę zgonu wystawia lekarz zatrudniony w przychodni i sprawujący opiekę nad rejonem, w którym znajdują się zwłoki.

Z kolei Ustawa z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych mówi, że zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego chorego w ostatniej chorobie, a jeśli nie jest to możliwe - przez inną osobę, powołaną przez starostę. Co ważne – także po stronie starosty leży sfinansowanie kosztów takich czynności i dojazdu. Wystawienie karty zgonu nie jest bowiem finansowane przez NFZ.

 

Potrzebny miejski koroner

Jak mówi Urszula Urbanowicz, gdy szpital przy Mikołowskiej przejął nocną i świąteczną opiekę medyczną, lecznica sygnalizowała problem prezydentowi Edwardowi Lasokowi. Dyrektor Urbanowicz na piśmie prosiła o powołanie miejskiego koronera lub zawarcie ze szpitalem umowy, na mocy której lekarz pełniący całodobowy dyżur obsługiwałby podobne jak opisany przypadki. Tym bardziej, że ten sam problem dotyczy także na przykład bezdomnych lub osoby NN, gdzie ustalenie lekarza rodzinnego jest utrudnione lub niemożliwe. Instytucja koronera funkcjonuje m. in. w Będzinie. U nas stosowne porozumienie pomiędzy Mysłowickim Centrum Zdrowia a miastem podobno jest dopiero negocjowane.

- My już jakiś czas temu podjęliśmy próbę wyznaczenia koronera, upubliczniliśmy takie zapytanie, skierowaliśmy nawet taką informację bezpośrednio do lekarzy. Niestety, nikt nie był zainteresowany pełnieniem tej funkcji – tłumaczy Kamila Szal.

 

Urzędnicy stawiają pytania

Po wydarzeniach z 23 listopada urząd miasta zwrócił się do Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ z pytaniem, czy istnieje szybka możliwość zweryfikowania przez służby miejskie czy i gdzie zmarły leczył się w ostatnim czasie, by móc szybko odnaleźć lekarza, który zobowiązany jest w takim przypadku do stwierdzenia zgonu. - Zapytaliśmy również jak interpretować wskazaną w ustawie rejonizację przychodni, która nie ma już miejsca i jakie obowiązki i uprawnienia ma wezwane pogotowie (z lekarzem lub bez) – dodaje Kamila Szal.

Urzędnicy skontaktowali się także z szesnastoma NZOZ-ami z terenu Mysłowic i poprosili o poinformowanie pacjentów o przepisach obowiązujących w zakresie stwierdzenia zgonu. - Zapytaliśmy także, czy placówka wyraża zgodę na kontakt (z przychodnią lub lekarzem w niej zatrudnionym) po godzinie 18.00 w celu usprawnienia procedury stwierdzania zgonu. Odpowiedź powinniśmy otrzymać do 15 grudnia – informuje rzecznik ratusza. Szczegółową informację o procedurach w tym zakresie została również przekazana do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego.

redakcja gazety
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Janek
Janek 4.12.2017, 14:07
Co tu komentować, teraz Polska
Dante
Dante 1.12.2017, 22:04
Czyli trzeba przewieźć zwłoki do najbliższego szpitala i wywalić w poczekalni. To ma sens.
nn
nn 1.12.2017, 20:42
Kiedyś całkiem normalnie wzywało się pogotowie ratunkowe i lekarz wypisywał kartę zgonu ..ciekawa jestem komu to przeszkadzało ..kto to zmienił ..ba teraz karetki pogotowia jeżdżą bez lekarzy. Za niedługo sam kierowca będzie przyjeżdżał. Człowieka traktuje się jak śmiecia. Mój mąż zmarł tydzień wcześniej ..miałam szczęście bo po targowaniu się ..przyjechał lekarz z Mysłowickiego centrum do mnie do domu w nocy!!niestety skargi nic nie dają .bo i gdzie mamy je składać i do kogo ..

Pozostałe