Niedziela, 22.07.2018, imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

Poseł Wojciech Król zmierzy się z Edwardem Lasokiem?!

  • 25.05.2018, 18:03 (aktualizacja 25.05.2018 18:58)
  • Grażyna Haska
Poseł Wojciech Król zmierzy się z Edwardem Lasokiem?!
Zaprosiłam Pana na rozmowę o Mysłowicach i na początek zadam bardzo proste pytanie. Proszę jednak o jasną odpowiedź, bez uników. Zbliżają się wybory samorządowe, Mysłowice potrzebują konkretnego prezydenta i konkretnych decyzji. Proszę więc jednoznaczną deklarację – czy będzie się Pan ubiegał o prezydenturę w Mysłowicach?

Wojciech Król: Tak, wystartuję w najbliższych wyborach.

 

Dziękuję za konkret! Dobrze to wróży. Jednak dość długo Pan się nad tą kwestią zastanawiał.

 

Nie podejmuję decyzji pod wpływem emocji. A już tym bardziej tego typu decyzji. Myśl o starcie w wyborach dojrzewała we mnie długo, starałem się chłodnym okiem analizować sytuację miasta i rolę, jaką chciałbym w Mysłowicach odgrywać. Nie jest to jednak proste, bo miasto nie jest mi obojętne i nie potrafię mówić o nim wyłącznie jak analityk. Z drugiej strony, taka „chłodna” perspektywa jest czasami bardzo potrzebna. Krótko mówiąc, na moją decyzję o podjęciu walki o Mysłowice złożyło się wiele czynników.

 

W jakim momencie Pana zdaniem są dziś Mysłowice, o które chce Pan powalczyć?

 

Stoimy tak naprawdę na krawędzi. Dalej już się iść nie da. Albo inaczej: owszem, można, ale grozi to spektakularnym upadkiem. Dzięki miejscu, w którym dzisiaj jestem – i także dzięki moim doświadczeniom – mogę spojrzeć na Mysłowice z innej perspektywy. I kiedy tak patrzę, odnoszę wrażenie, że miasto stoi na krawędzi, a niektórzy gromko krzyczą: „zróbmy krok naprzód!”. Do tego sprowadza się często oferta wyborcza, którą słyszę z ust wiecznych pretendentów. Oni tej przepaści nie dostrzegają albo, z różnych powodów, nie chcą jej dostrzec. Będę więc w kontrze wobec nich i namawiam do rozsądnego powrotu na start. To konieczne, aby nabrać pewnej szerszej perspektywy i zbudować dobrą bezpieczną pozycję startową. W zarządzaniu miastem musi nastąpić pewien reset, a krótkowzroczność może nas po prostu zabić.

 

Uważa Pan, że Edward Lasok sobie nie poradził?

 

Są politycy, którzy świetnie sprawdzają się w sytuacjach wyjątkowych, kryzysowych wymagających radykalnych decyzji i odwagi. Są też tacy, którzy zdecydowanie lepiej działają w czasie, gdy trzeba po prostu sprawnie administrować. Wszyscy wiemy, że Edward Lasok, biorąc pod uwagę jego cechy charakterologiczne – a ośmielam się powiedzieć, że znam go dość dobrze – nie jest prezydentem walki. Prezydentowi Lasokowi przyszło jednak zarządzać w sytuacji kryzysowej, a on tego nie lubi. Co w żadnym wypadku nie przekreśla jego dokonań w samorządzie, o których dzisiaj tak łatwo zapominamy. Dla mnie natomiast wyzwania, sytuacje kryzysowe i trudne zadania są przede wszystkim motywacją do działania. Ja w takich chwilach zawsze walczę. Te różnice są naturalne – każdy z nas ma inne predyspozycje.

 

Sam Pan powiedział, że miasto stoi na krawędzi. Prezydent Lasok ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy.

 

Prezydent Edward Lasok jest – choć zabrzmi to może paradoksalnie – ofiarą własnej przyzwoitości. Nie chcę przez to powiedzieć, że w polityce skuteczni mogą być tylko ludzie nieprzyzwoici albo cyniczni. Uważam bowiem dokładnie przeciwnie – skutecznie zarządzają Ci, którzy są przyzwoici, ale też potrafią kiedy trzeba wyłączyć emocje, postawić diagnozę i – co najważniejsze – skutecznie przeprowadzić leczenie. Odnoszę wrażenie, że prezydent Lasok często wybierał rozwiązania mniej bolesne. Tymczasem wiemy wszyscy, że leczenie każdej poważnej chory jest bolesne i wiąże się czasem z cierpieniem. Ten ból jest często warunkiem skutecznej terapii.

 

Trzymając się Pana porównania, należałoby powiedzieć, że gdy Edward Lasok przejął władzę po skompromitowanym Osyrze miasto wymagało leczenia.

 

Dokładnie tak. Ale zabrakło tyleż dobrej diagnozy, co i adekwatnego leczenia. Powtórzę: poważne leczenie zawsze wiąże się z przyjęciem założenia, że coś nas będzie uwierało, że będziemy musieli się zmierzyć z bólem i włożyć pewien wysiłek w proces dochodzenia do zdrowia. Mam natomiast wrażenie, że prezydent Lasok stosował łagodną kurację ziołową tam, gdzie leczenie wymagało poważnych interwencji chirurgicznych. Tym się zapewne różnimy, ale – wbrew pozorom – nie jestem zwolennikiem bezdusznych chirurgów. Raczej mądrej terapii, która sięga po takie metody leczenia, które pozwalają postawić pacjenta na nogi. Skutecznie, ale też z wielką troską.

 

Odcina się Pan od prezydenta Lasoka z chirurgiczną precyzją...

 

Jestem ostatnią osobą, która powiedziałby, że Edward Lasok nie odegrał w moim zawodowym życiu żadnej roli. Bardzo chciałbym, żeby – jako mój dawny pracodawca – był dumny z moich sukcesów zawodowych, żeby patrzył na mnie jak na kogoś, kto dobrze odrobił lekcję. Ale także chciałbym, żeby zrozumiał moją decyzję, bo nie jest ona skierowana przeciwko niemu. Wspomniałem już, że dzisiaj nie pamiętamy o jego wielu pozytywnych dokonaniach. Jednak bagaż nierozwiązanych problemów, takich jak na przykład MPWiK, okazał się zbyt ciężki. Poza tym, rzeczywistość zmienia się gwałtownie, a w Mysłowicach przegapiono moment, kiedy wszyscy – dostrzegając, co się wokół dzieje – odjechali. Dlatego dziś tak bardzo odstajemy od innych miast.

 

 

MPWiK to nie jedyny nierozwiązany problem. Jest ich bardzo wiele – astronomiczne zadłużenie, niedomykający się budżet, brak pokrycia wydatków bieżących w dochodach,, poważne zaniechania i błędy przy inwestycjach. Można by wymieniać długo. Atmosfera w mieście stała się gęsta. Wejdzie Pan do ratusza i co...?

 

Przede wszystkim otworzę okno, odsłonię zakurzone zasłony, wpuszczę świeże powietrze.

 

Metaforycznie, ale czytelnie! Pan będzie tym świeżym powietrzem? Bo przecież będzie Pan najmłodszym kandydatem na prezydenta miasta. Jeśli Pan wygra, będzie najmłodszym prezydentem w regionie. Nie za wcześnie, jak przekonują niektórzy?

 

Uważam, że młodość jest moim wielkim atutem. Ponieważ jest gwarancją pewnej energii, niezbędnej do przeprowadzenia zmiany. Mówię przede wszystkim o zmianie myślenia, o radykalnej zmianie optyki, która pozwoli cofnąć miasto znad przepaści. Nie wybieram się do ratusza po to, by doczekać w nim do emerytury. Ja dopiero zaczynam, a nie kończę.

 

Leszek Miller powiedział kiedyś, że polityka poznać po tym, jak kończy...

 

A ja czuję wyraźnie, że w Mysłowicach ważny będzie początek. Odważny, nowoczesny, wypełniony wizją. To on zdeterminuje rozwój. Zatem w moim przekonaniu kluczowe będzie nowe otwarcie, połączone ze zmianą myślenia o mieście i mieszkańcach. W przeciwieństwie do moich konkurentów nie przychodzę do Mysłowic z pustą ręką, nie przychodzę też z wyciągniętą (red. w stronę kasy) ręką. Trzymam w dłoni coś, czego nie można kupić – to ogromne doświadczenie, które zdobyłem pracując najpierw w Urzędzie Miasta, a potem w Urzędzie Marszałkowskim i Sejmie. To doświadczenie pozwala mi spojrzeć na Mysłowice z dalszej nieco perspektywy. A że z daleka widać zwykle lepiej, uważam, że mogę moje doświadczenia wykorzystać tutaj.

 

Będzie Pan najmłodszym kandydatem, ale doświadczenia mogą konkurenci Panu pozazdrościć.

 

Doskonale znam mysłowicki ratusz – wiem, kto się czym zajmuje, kto pracuje, a także – bo i to się, jak wiemy, zdarza – kto nie pracuje. W przeciwieństwie do moich konkurentów – pomijając obecnego prezydenta – nie będę musiał się uczyć administracji, nie będę błądził po korytarzach. Od razu będę mógł wziąć się do pracy. To niezwykle istotne, bo nie stracimy czasu, którego i tak mamy niewiele.

 

Na korytarzach Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego też się Pan nie zgubi. A jest on całkiem słusznych gabarytów...

 

Dotknęła Pani istoty sprawy. Moje dzisiejsze zatrudnienie każe mi sądzić, że w politycznym procesie zarządzania niezwykle ważne są relacje. Oczywiście, kluczowe są kwestie merytoryczne, ale przekonałem się, jak wielkie znaczenie ma współpraca z tymi, którzy podejmują ważne decyzje. A ja mogę śmiało powiedzieć, że najważniejsze osoby w naszym województwie mocno mi kibicują. Widzą Mysłowice jako miasto wielkich – acz niewykorzystanych – możliwości. Mamy więc duże wsparcie, które będzie trzeba umieć wykorzystać.

 

Spodziewałam się, prawdę mówiąc, że zdecyduje się Pan powalczyć o Mysłowice, ale wiele osób chyba z niedowierzaniem będzie czytać naszą rozmowę. Jest Pan posłem, wyżej jest już tylko premier, czy ministrowie. A Pan chce wracać do Mysłowic.

 

Ja nie walczę o życie, o robotę, o zachowanie status quo.

 

Nie walczy Pan też o władzę, bo jest Pan elementem władzy państwa. Przepraszam, że tak powiem, ale „normalni” ludzie bez ważkiego powodu by się z sejmu nie ruszyli.

 

Ja mam ważki powód. Tym powodem są Mysłowice i wszystko to, o czym wspominałem przed chwilą, próbując opisać proces dojrzewania do tej decyzji.

 

Ponownie zatem pytam: dlaczego?

 

Często sięgałem dzisiaj do metaforyki medycznej. Wykorzystam ją więc raz jeszcze i powiem tak: gdybym nie podjął takiej decyzji, gdybym nie zdecydował się na start w wyborach prezydenckich w Mysłowicach, miałbym wrażenie, że odchodzę od łóżka bardzo chorego pacjenta, mając pełną wiedzę i wszystkie narzędzia, aby udzielić mu pomocy. Gdybym nie podjął tej walki, jestem pewien, że – pozostając ciągle przy medycznych porównaniach – za pięć lat spotkalibyśmy się na pogrzebie.

 

Wtedy i Pan poniósłby odpowiedzialność za ten zgon.

 

Owszem i mógłbym mieć pretensje wyłącznie do siebie. Mógłbym sobie wtedy powiedzieć, że będąc w najlepszym zawodowym momencie nie zmierzyłem się z tym wyzwaniem i wolałem grzać się w cieple poselstwa. A przecież jeśli miasto nie przejdzie procesu daleko idących zmian, to na nic też będzie moje posłowanie.

 

 

Bardzo ciekawie Pan opowiada, chciałabym w kolejnych wydaniach porozmawiać o szczegółach tej operacji. Chcę w końcu poznać konkretny, oparte o sensowną analizę sytuacji, program oraz konkretne rozwiązania problemów. Mam wrażenie, że każdy będzie obiecywał basen i ścieżki rowerowe. To jest, oczywiście, piękne, ale – jak sam Pan zauważył – mamy w mieście do czynienia z postępującą chorobę. Plaster i maść nie wystarczy. Zapraszam do takich rozmów i liczę, że nie będzie Pan kręcił waty, jak czyni to jeden z kandydatów!

 

W ogólnie nie będę kręcił (uśmiech).

Grażyna Haska
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (6)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Myslowiczanin
Myslowiczanin 6.06.2018, 22:15
Pani redaktor jak zwykle na posterunku-aż się mdło robi od tego lukru...
Merytorycznie, od dawno wiadomo, że Lasok zrezygnuje ze startu i przekaże swoje poparcie Młodemu. Zresztą od dłuższego czasu wszystkie decyzje personalne w spółkach miejskich podejmuje Młody nie Lasok (vide MPWIK i układ platformerski).
wyborca
wyborca 29.05.2018, 16:04
Poseł KRÓL

1. Podejmując taką decyzję Pan poseł napluł w twarz swoim wyborcom (wg Wikipedii było ich 7465 z całego województwa) – powtórzmy – PONAD 7000 OSÓB uwierzyło Królowi, że chce coś dla regionu zrobić i że zrobi – a tymczasem poseł zarobił mnóstwo szmalu a jak mu się znudziło to postanowił „spakować” zabawki i przenieść się na inny plac zabaw, i w tym samym tonie zapewne będzie próbował do większości tych samych osób dotrzeć. Warto o tym pamiętać !!
2. Po raz pierwszy o anonimowym gościu z Mysłowic zrobiło się głośno jak postanowił kandydować na posła – wtedy zrezygnował z pracy w Urzędzie Marszałkowskim jako Dyrektor gabinetu Marszałka i sumiennie stwierdził : „Uważam bowiem, że nie mógłbym wykonywać profesjonalnie moich obowiązków zawodowych i prowadzić kampanii wyborczej. Dlatego chcę skoncentrować się na nowych wyzwaniach. Niech to będzie nowy standard na odmładzającej się scenie politycznej.” Nie powiadomił jednak opinii publicznej, że bez rozgłosu został jego doradcą. Żeby nie być hipokrytą rozumiem, że Pan Poseł złoży honorowo mandat poselski i skupi się na kampanii by jak najlepiej się przygotować ( można wygooglować wpisując wojciech król standardy)
Beata
Beata 29.05.2018, 11:26
Gdzie ta wizja?
Czy wtedy gdy jako szef gabinetu Lasoka topił wodociągi i zadłużał miasto?
Czy może wtedy gdy w Urzędzie Marszłałkowskim w blasku fleszy informował, że ustępuje ze stanowiska by prowadzić kampanię do sejmu - a w rzeczywistości pobierał od marszałka wynagrodzenie jako doradca?
Czy może wreszcie ta wizja objawiła się w Sejmie, gdzie przez 3 lata jakoś nie słyszać było o dokonaniach dla Mysłowic (poza piarem)
A teraz, gdy wie, że z list PO nie dostanie się do parlamentu, postanowił powalczyć o fotel prezydenta. Tak, to jest wizja...
Anna
Anna 28.05.2018, 19:09
Nareszcie ktoś z wizją na to miasto! Właśnie takich rozsądnych ludzi nam trzeba
Krzysztod
Krzysztod 28.05.2018, 10:00
Pan Król ucieka z płonącego okrętu. Wie, że ponownie do Sejmu się nie dostanie z listy PO, więc próbuje szczęścia w Mysłowicach, w których razem z obecnym prezydentem pokazał na co go stać (sytuacja w MPWiK obciąża go tak samo, jak prezydenta). Brak pomysłu na miasto, a jedynie chęć przygarnięcia bezpieczniejszej posadki w mieście od tej na Wiejskiej w stolicy.
ja
ja 25.05.2018, 23:27
Na pewno wie co robi?

Pozostałe